Mortal Kombat X

Dziesiąta odsłona turnieju Mortal Kombat nie zawodzi. Już poprzednia część serii, która wreszcie trafiła również na blaszaki, udowodniła, że nie należy jeszcze skazywać gry na zapomnienie. Wprowadzone zmiany dodają nieco urozmaicenia doskonale znanej nam już formie.

Tryb fabularny

Akcja gry rozgrywa się wiele lat po tym, jak plan Shao Kahna spalił na panewce. Shinnok został uwięziony przez boga piorunów Raidena, w amulecie, lecz wiadome było, że sielanka nie będzie trwała wiecznie. Główni bohaterowie, doskonale znani z poprzednich odsłon serii, zdążyli się już nieco zestarzeć i doczekali się potomstwa. Córki Johnny’ego Cage i Majora Jaxa poszły w ślady swych rodziców, szkoląc się w sztukach walki I wyrastając na nowy narybek wojowników. W międzyczasie w Pozaświecie planowany jest spisek mający na celu wyrwanie władzy z rąk Kotal Kahna. Mileena pragnie wywołać wojnę domową i odzyskać tron, za wszystkim zaś stoi nie kto inny jak czarnoksiężnik Quan Chi. Młodzi wojownicy będą musieli stanąć do walki, ponieważ ponownie będą ważyć się losy świata.

Fabuła gry zrealizowana jest dosyć ciekawie, chociaż jak to w bijatykach bywa, nie doszukujcie się w niej jakiegoś większego sensu czy niesamowitych zwrotów akcji. W końcu historia Mortal Kombat nigdy nie grzeszyła logiką. Kolejne rozdziały opowieści przeplatane są pojedynkami, czasami również trafi się jakieś QTE, na szczęście nie występuje często i nie zaburza zabawy. Opowieść starcza na jakieś sześć godzin rozgrywki, lecz nie jest to danie główne Mortala, a jedynie skromny dodatek do całej gry.

Nowe postaci

Prócz wspomnianych wyżej wojowniczek przyjdzie nam się wcielić w wielu innych całkiem nowych fighterów. Z ciekawszych postaci warto wspomnieć między innymi o Takedzie Takahashi, uczniu Hanzo Hasashi‘ego (czyli Scorpiona). Takeda przynależy do klanu Shirai Ryu, wojowników ninja, bardzo sprawnie posługuje się dwoma biczami wyposażonymi w liczne ostrza. Kolejną bardzo interesującą postacią jest D’Vorah, służąca w Pozaświecie Kotal Kahnowi jako jego pierwsza minister. Postać ta wywodzi się z rasy Kytinn, a jej wygląd przywodzi na myśl owada, co współgra z umiejętnościami, jakimi się posługuje podczas walki- używając roju owadów i plugastwa podczas ataku. Kotal Kahn jest ostatnim wojownikiem, o jakim wspomnę. Olbrzymi, potężny Kahn wywodzi się z rasy Osh-Tekk, z wyglądu przypomina azteckiego wojownika. Poznajemy go, gdy jest władcą Pozaświata, nie spodziewa się jednak, że na jego życie planowany jest zamach. Łącznie mamy 25 wojowników (29, jeżeli liczyć postacie z dlc).

Nowością w Mortalu jest to, że każda postać ma swoje trzy warianty. Podczas wyboru fightera przyjdzie nam więc określić czym ma władać dany wojownik, może być to ogień lub np. broń biała w przypadku Scorpiona. Powiem szczerze, że wprowadza to pewne urozmaicenie podczas rozgrywki i jest dość udanym dodatkiem. Początkowo miałem nieco mieszane odczucia związane z tym rozbijaniem umiejętności na trzy części, ale w praktyce sprawdza się to nawet nieźle.

Frakcje

Gdy uruchomimy grę po raz pierwszy, będziemy musieli określić, dla jakiej z pięciu frakcji będziemy walczyć. Wszystko, czego dokonywać będziemy podczas gry, ma przełożenie na to, jak w wojnie frakcji będzie sobie radzić nasza. Niezależnie czy będziemy walczyć online, wypełniać wyzwania z żywych wież, czy pokonywać będziemy oponentów w wieży klasycznej, wszelkie punkty, jakie zdobędziemy, zyska również nasza frakcja. Od tego jaką wybierzemy zależeć będzie również to jakimi dwoma frakcyjnymi fatality będziemy dysponować. Fajny dodatek daje nam wrażenie, że wszystko co robimy, wpływa w jakimś stopniu na całą grę.

Gdy jedna z frakcji zwycięża, wszystko zaczyna się od początku. Ponownie zdobywamy punkty dla swoich, a przy użyciu faction fatality zyskujemy tych punktów troszkę więcej.

Tryby gry

Prócz kampanii fabularnej powraca różnorodność trybów. W klasycznej wieży pokonujemy kolejno wyznaczonych wojowników, aż dochodzimy do bossa, czyli w dziesiątej odsłonie Shinnoka. Po jego pokonaniu zwyciężamy. Prócz klasyki mamy również sprawdzian szczęścia, czyli pojedynki z różnymi modyfikatorami, takimi jak np. zatrucie, brak możliwości wykonywania niektórych technik podczas walki itp. W sprawdzianie siły będziemy podejmować się coraz trudniejszych zadań w rozbijaniu przedmiotów. Do tego dochodzi jeszcze tryb przetrwania oraz walka bez końca. W nasze ręce oddano również zabawę online, wszelkiego rodzaju samouczki (fatality między innymi) oraz trening ogólny.

Grafika i areny

Najnowsza odsłona turnieju Mortal Kombat w końcu może poszczycić się ładną, dopracowaną grafiką. Bardziej mroczny klimat, świetnie zaprojektowane postacie, dopracowane żywe i interaktywne areny to wszystko składa się na świetną oprawę, jaką nam zaserwowano. Chwała twórcom za to, że porzucono nieco kreskówkowy styl znany z dziewiątej części gry. Teraz produkcja wygląda dużo dojrzalej i poważniej. Z należytą dbałością twórcy podeszli zarówno do projektu postaci, odświeżeniu uległy również te doskonale nam znane z poprzednich odsłon, jak i do stworzenia nowych aren, na których toczymy kolejne pojedynki. Mapy są teraz interaktywne, co oznacza, iż nic nie stoi na przeszkodzie, by podczas walki rzucić we wroga rozżarzonymi węglami lub przyłożyć mu wielkim konarem. Walka wygląda bardzo widowiskowo, efekty świetlne, gra cieni, klimatyczna muzyka to wszystko składa się na doskonały odbiór całości.

X Ray i fatality

X Ray’e, czyli specjalne, potężne ciosy, których destrukcyjny wpływ dostrzegamy jako efekt prześwietlenia rentgenowskiego, ponownie zawitały w grze. Jak poprzednio możemy ich uniknąć, a wykorzystanie takiego kombosa zużywa cały pasek special. Pasek specjalny składa się z trzech części. Zużycie jednego paska pożera nam wzmocnienie któregoś z ciosów specjalnych. Dwa paski pozwalają zablokować special naszego przeciwnika. Trzy zaś pożera potężne uderzenie X Ray. To, w jaki sposób go zużyjemy, zależeć będzie już tylko od nas.

Czym byłby Mortal Kombat bez fatality? Często zastanawiam się co, trzeba mieć w głowie, by wymyślać tak hardkorowe ciosy kończące. Ponownie przyjdzie nam wyrywać serca, łamać karki, urywać głowy, mielić, siekać i szatkować naszych wrogów na wszelkie wymyślne sposoby. W grze zrezygnowano natomiast z babylity czy stage fatality. Przyznam, że tych ostatnich trochę mi brakowało.

Krypta

Dobrze, że nie zrezygnowano z krypty, którą mieliśmy dostępną również poprzednio. Tym razem zrealizowano ją jednak jako staro szkolne rpg. Mamy więc widok z oczu bohatera i wiele lokacji do zwiedzenia. Dostęp do nowych rejonów będziemy musieli otwierać za pomocą kluczy lub przedmiotów, które znajdziemy podczas zwiedzania. Co jakiś czas wyskoczy również na nas jakiś pająk lub inna poczwara, walka z nimi zrealizowana jest jako krótkie QTE. W krypcie odblokujemy nowe ciosy kończące, stroje, wojowników, grafiki, szkice koncepcyjne oraz ścieżkę dźwiękową, warto więc spędzić w niej troszkę czasu i zgarnąć wiele ciekawych bonusów.

Jak oceniam zatem najnowszą produkcję studia NetherRealm? Mortal Kombat X to moim zdaniem najlepsza odsłona ostatnich lat. Must-have dla każdego fana serii i nie tylko. Polecam go każdemu, kto lubi porządne bijatyki.

Plusy:

  • Graficznie prezentuje się naprawdę dobrze
  • Dużo trybów rozgrywki oraz postaci do wyboru
  • Udźwiękowienie jak zwykle świetne
  • Najlepiej dopracowana odsłona serii ostatnich lat

Minusy

  • W dniu premiery miała kiepski start (optymalizacja kulała, bugi graficzne itp.)
  • Brak stage fatality
  • Brakuje niektórych postaci z poprzednich odsłon
  • DLC do tej gry to śmiech na sali

Ocena 8,5/10

*Gra testowana na PC

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.